sobota, 2 listopada 2013

1 Początek (cześć I)

Podkład:
 

  Meiko. Zachodnia dzielnica małego japońskiego miasta Heikou. Władze tu przejęły liczne gangi. Obdarte z farby budynki wyglądały niezwykle ponuro.
     Młody, 17 letni chłopak stał w cieniu jednego z  budynków chroniąc się przed straszliwym upałem. Rozejrzał się. Nie było  nikogo. Nie zdziwiło go to zbytnio. Było 35 stopni w cieniu  i wszyscy skryli się w domach.
     On nie miał domu. Był dzieckiem ulicy. Jego matka umarła przy porodzie jego siostry a ojciec wdał się w porachunki z jednym z gangów  i zginął rzekomo "w skutek nieuleczalnej choroby". W wieku 10 lat nie miał rodziny. Został z młodszą o 7 lat siostrą wyrzucony na ulicę. Sztuki przetrwania nauczył się od pewnego złodzieja. Aby przeżyć był zmuszony kraść. Teraz znał tą dzielnicę jak swoją kieszeń. Każdy kąt, każdy zakamarek.
     -Hej, hej!- głos jego siostry wyrwał go z zamyślenia. Mała niebieskooka dziewczynka biegła do niego wyciągając rączki. Miała brązowe, skołtunione włosy sięgające jej za ramiona.- Bracie o czym myślałeś?- zapytała wtulając się w niego.
     -Chika! Właściwie to o niczym. Wspominałem przeszłość. - odparł chłopak.
     -Aha... Ozzy, gorąco! Chce mi się pic!
     Oz popatrzył ma nią z troską.
     -Mała, chodźmy do wodopoju ulicznego.

     Po chwili szli oboje. Oz niósł Chikę na barana. Była dość ciężka, ale on nie potrafił jej odmówić. W pewnym momencie coś zwaliło chłopaka z nóg. Upadł jak długi na ziemię. Zdenerwowany obejrzał się i oniemiał. Sprawcą całego zamieszania był jakiś dziadek.
      -Uważaj jak chodzisz bo...- zaczął Oz lecz starzec podniósł się i wcisnął mu w rękę jakiś przedmiot zawinięty w szmatę.
     -Potrzymaj je. Zaraz wrócę. Aha... i pod żadnym pozorem w nie nie zaglądaj.- powiedział i pobiegł dalej.
    Chłopak stał oniemiały. Chika podeszła do niego i pociągnęła go za rękaw.
     -Bracie co to?- zapytała
     -Nie wiem ale zaraz się dowiem- odpowiedział Oz i zaczął odwijać szmatę.
     -Ozzy nie! Ten dziwny pan powiedział że nie wolno!- sprzeciwiła się dziewczynka.
     -Daj spokój. Zabronił bo bał się że nam  się ta rzecz spodoba i ją ukradniemy.- właśnie rozwinął ją całą. Było to lusterko w pięknej, ozdobnej ramię. Przejrzał się w nim.- Miałem rację! Skoro już je mamy to sprzedajmy je na targu. Na pewno jest wiele warte!- nagle spostrzegł że nie stoi już wśród wiekowych budynków, na pokrytej brudem ulicy, tylko w jakieś komnacie.
     Wszystko wykonana było z czarnego jak noc onyksu. Gdzieniegdzie walały się kości ludzkie i zwierzęce. Nagle poczuł za sobą obecność. Odwrócił się. A potem zemdlał.

2 komentarze:

  1. Ojejeeje! Jestem pierwsza!!! Co jest z wami ludzie, post dodany niedawno i jeszcze ani jednego komentarza?! Wstydźcie się!
    A co do opowiadania...hmmmm...jakby to tu powiedzieć..ŚWIETNE!!! Początek strasznie skojarzył mi się z Bleachem, na myśl przyszedł mi Renji...Ale trochę tego mało -_-. W sensie o ilość, chodzi :3 (i kto to mówi...) Ja chce więcejjjj! A tym, że tak mało komentarzy to w ogóle się nie przejmuj! Ja jak zaczynałam to tez ich mało miałam, ale z czasem jest coraz lepiej... Ludzie zacznijcie komentować takie świetne opowiadania!!!!

    Pozdrawiam cię serdecznie i weny życzę :)

    ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki. Nie przejmuje się brakiem komentarzy, wystarczy jak jedna osoba to czyta.

    OdpowiedzUsuń

Chomiku *=*