niedziela, 5 stycznia 2014

2. Jej imię to Yonelly (część I)

      Odkąd wyruszył minęły dwa miesiące. Na swojej drodze spotkał kilka demonów. Starzec nauczył go jak z nimi walczyć. Było to zadziwiająco trudne zajęcie. Zwykle tylko je zapieczętowywał i biegł po kapłanów by się go pozbyli. On nie miał jeszcze wystarczającej siły duchowej.
      Zajrzał do swojej torby. Lusterko było bezpieczne w jednej z kieszeni. Wyciągnął je. Było zawinięte w tę samą szmatę co niegdyś.
      -Widzisz?-skierował te słowa do przedmiotu- To wszystko twoja wina.
      Chyba już kompletnie oszalałem- pomyślał- Rozmawiać z lusterkiem.
      Schował je z powrotem. Przystanął. Znajdował się w kanionie. Zewsząd był otoczony brudnobrązowymi skałami. Nagle usłyszał warczenie. Ciarki przebiegły mu po plecach.  Odwrócił się powoli. Za nim stał duży, krwistoczerwony wilk. Jego ślepia błyskały złowrogo. Kły były tak długie, że nie mieściły mu się w pysku. Wilk zbliżał się powoli. Gdy był już niebezpiecznie blisko Oz zaczął ceremonię zapieczętowania. Nakreślił na ziemi krąg. Był narysowany na szybko, więc nie był zbyt staranny. Jednak na takiego demona powinien wystarczyć. Niepodejrzewający niczego demon próbował przez niego przebiec by chwycić chłopaka. Łańcuchy skuły potwora. Wilk zaczął się szarpać z całych sił próbując się wyrwać, jednakże był tylko coraz mocniej związywany. Oz odetchnął z ulgą. 
      Wtem znów usłyszał warkot. Rozejrzał się. Na skałach dookoła niego stało całe stado wilczych demonów. Było ich powyżej 25. Potwory zeskoczyły ze skał i podchodzić do chłopaka. Otoczyły go i całkowicie odcięły drogę ucieczki.
      -To koniec- pomyślał. Nagle demony stanęły  może 15 metrów od niego i zaczęły rozglądać się niespokojnie oraz węsząc. Zdezorientowane wilki przestały interesować się chłopakiem. Oz rzucił się do ucieczki. Nie wiedział, co zaniepokoiło demony i nie miał najmniejszego zamiaru tego sprawdzać.
      Gdy demony zorientowały się że ich niedoszła ofiara ucieka rozpoczęły pościg.  Chłopak  przyśpieszył bieg.Jeśli tu teraz zginę... Nie chcę zginać w taki sposób! Już prawie czół ich gorący oddech na karku.
       Nagle coś przeleciało nad nim. Usłyszał dźwięk podobny do tego który często słychać w rzeźni, gdy ktoś tnie świnie. To płonąca katana  wbiła się ze świstem w największego z wilków. Ranne zwierze jęknęło i rozpadło się w czarny pył. Pozostałe demony widząc to stanęły w miejscu, najeżyła się i zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu zabójcy swego przywódcy.
      -Mnie szukacie?- Oz usłyszał dziewczęcy głos dobiegający zza jego pleców. Odwrócił się przestraszony. Za nim była czarnowłosa panienka w podobnym wieku co on. Ubrana w  krótką czarno-czerwoną sukienkę przypominającą mundurek. Sukienka miała dość wysoki, biały kołnierzyk i długie rękawy. Na lewym rękawie, na wysokości ramienia znajdowała się czerwona opaska z białym numerem 01. Do pasa miała przypiętą pochwę od katany. Na nogach dziewczyna miała długie, wiązane, czarne kozaki. Jej włosy były długie, czarne, upięte w dwie kitki. Miała czerwone oczy. Jej ciało spowijały czerwone płomienie. Z pewnością nie była człowiekiem.
       Dziewczyna uśmiechnęła się i uniosła rękę w górę. Katana ciągle tkwiąca w truchle demona uniosła się w przyleciała prosto do jej ręki, mijając Oza zaledwie o kilka centymetrów. Był pewny, że gdyby się nie uchylił  zostałby trafiony. Demonica nie zwracając na to najmniejszej uwagi zaczęła po kolei wykańczać wszystkie demony.
      Gdy skończyła stała do niego tyłem. Zaczęła powoli odwracać się w jego stronę.
      Zarąbiście!-pomyślał chłopak- Przeżyłem atak wilków-demonów po to żeby ta dziewczyna, z którą na pewno nie dam sobie rady mnie wykończyła.
      -Chcesz żyć?-Oz wzdrygnął się na dźwięk jej słów. Nie wiedział co odpowiedzieć.- Czy chcesz żyć?- powtórzyła lekko zniecierpliwiona.
      -T-Tak...
      -Więc choć. Jak chcesz żyć to choć.- powiedziała i zaczęła się kierować w stronę małej wioski, której chłopak wcześniej nie zauważył.
 

Chomiku *=*