Podkład:
Meiko. Zachodnia dzielnica małego japońskiego miasta Heikou. Władze tu przejęły liczne gangi. Obdarte z farby budynki wyglądały niezwykle ponuro.
Młody, 17 letni chłopak stał w cieniu jednego z budynków chroniąc się przed straszliwym upałem. Rozejrzał się. Nie było nikogo. Nie zdziwiło go to zbytnio. Było 35 stopni w cieniu i wszyscy skryli się w domach.
On nie miał domu. Był dzieckiem ulicy. Jego matka umarła przy porodzie jego siostry a ojciec wdał się w porachunki z jednym z gangów i zginął rzekomo "w skutek nieuleczalnej choroby". W wieku 10 lat nie miał rodziny. Został z młodszą o 7 lat siostrą wyrzucony na ulicę. Sztuki przetrwania nauczył się od pewnego złodzieja. Aby przeżyć był zmuszony kraść. Teraz znał tą dzielnicę jak swoją kieszeń. Każdy kąt, każdy zakamarek.
-Hej, hej!- głos jego siostry wyrwał go z zamyślenia. Mała niebieskooka dziewczynka biegła do niego wyciągając rączki. Miała brązowe, skołtunione włosy sięgające jej za ramiona.- Bracie o czym myślałeś?- zapytała wtulając się w niego.
-Chika! Właściwie to o niczym. Wspominałem przeszłość. - odparł chłopak.
-Aha... Ozzy, gorąco! Chce mi się pic!
Oz popatrzył ma nią z troską.
-Mała, chodźmy do wodopoju ulicznego.
Po chwili szli oboje. Oz niósł Chikę na barana. Była dość ciężka, ale on nie potrafił jej odmówić. W pewnym momencie coś zwaliło chłopaka z nóg. Upadł jak długi na ziemię. Zdenerwowany obejrzał się i oniemiał. Sprawcą całego zamieszania był jakiś dziadek.
-Uważaj jak chodzisz bo...- zaczął Oz lecz starzec podniósł się i wcisnął mu w rękę jakiś przedmiot zawinięty w szmatę.
-Potrzymaj je. Zaraz wrócę. Aha... i pod żadnym pozorem w nie nie zaglądaj.- powiedział i pobiegł dalej.
Chłopak stał oniemiały. Chika podeszła do niego i pociągnęła go za rękaw.
-Bracie co to?- zapytała
-Nie wiem ale zaraz się dowiem- odpowiedział Oz i zaczął odwijać szmatę.
-Ozzy nie! Ten dziwny pan powiedział że nie wolno!- sprzeciwiła się dziewczynka.
-Daj spokój. Zabronił bo bał się że nam się ta rzecz spodoba i ją ukradniemy.- właśnie rozwinął ją całą. Było to lusterko w pięknej, ozdobnej ramię. Przejrzał się w nim.- Miałem rację! Skoro już je mamy to sprzedajmy je na targu. Na pewno jest wiele warte!- nagle spostrzegł że nie stoi już wśród wiekowych budynków, na pokrytej brudem ulicy, tylko w jakieś komnacie.
Wszystko wykonana było z czarnego jak noc onyksu. Gdzieniegdzie walały się kości ludzkie i zwierzęce. Nagle poczuł za sobą obecność. Odwrócił się. A potem zemdlał.
Ojejeeje! Jestem pierwsza!!! Co jest z wami ludzie, post dodany niedawno i jeszcze ani jednego komentarza?! Wstydźcie się!
OdpowiedzUsuńA co do opowiadania...hmmmm...jakby to tu powiedzieć..ŚWIETNE!!! Początek strasznie skojarzył mi się z Bleachem, na myśl przyszedł mi Renji...Ale trochę tego mało -_-. W sensie o ilość, chodzi :3 (i kto to mówi...) Ja chce więcejjjj! A tym, że tak mało komentarzy to w ogóle się nie przejmuj! Ja jak zaczynałam to tez ich mało miałam, ale z czasem jest coraz lepiej... Ludzie zacznijcie komentować takie świetne opowiadania!!!!
Pozdrawiam cię serdecznie i weny życzę :)
♥♥♥
dzięki. Nie przejmuje się brakiem komentarzy, wystarczy jak jedna osoba to czyta.
OdpowiedzUsuń